Legenda piotrawińska

Legenda ta pojawia się w źródłach pisanych już w roku 1230 
("Vita minor" Wincentego z Kielc). Bardziej szczegółowo opisał ją Jan Długosz.

Swego czasu biskup Stanisław Szczepanowski kupił od szlachcica Piotra Strzemieńczyka wieś Piotrawin. Po trzech latach, kiedy Piotr zmarł, jego krewni zakwestionowali transakcję i zażądali od biskupa Stanisława zwrotu posiadłości. Ponieważ biskup nie godził się na zwrot, pozwali go przed sąd królewski. Powszechnie było wiadome, że biskup Stanisław nie cieszy się Łaskami u ówcześnie panującego  Bolesława Śmiałego. Roki sądowe odbywały się w pobliskim Solcu. Zgromadziło się na nich wiele okolicznej szlachty . Postanowiono, że biskup Stanisław musi wykazać się, że jest właścicielem spornych ziem. Niestety żaden ze świadków wskazanych przez pozwanego nie chciał stawić się przed oblicze królewskie. Stanisław poprosił o trzy dni zwłoki. Przeszedł Wisłę (Solec leży na lewym brzegu Wisły, Piotrawin na prawym) i cały czas modlił się w kościele. Po trzech dniach modłów Stanisław poszedł na grób Piotra, upadł na kolana i prosił Boga o pomoc. I stał się cud. Piotr wstał z grobu i przed królem zaświadczył, że rzeczywiście sprzedał biskupowi swoją wieś.

Od tych czasów narodził się w okolicy Piotrawina kult św. Stanisława. Sławne stały się uroczystości Stanisławowe 8 maja i 27 września, które były obchodzone na równi z największymi świętami kościelnymi. Na początku XV wieku papież nadał wsi specjalne odpusty. Okres największego kultu przypada na przełom XVII i XVIII wieku kiedy to kościół piotrawiński stał się miejscem cudów, a przez to pielgrzymek. Upadek nastąpił w czasie zaborów. Miejscowość Piotrawin znalazła się zaborze rosyjskim, parafia należała do kapituły krakowskiej. Kapituła nie odnawiała kościoła, nie była zainteresowana podtrzymaniem kultu. Na domiar złego wywiozła stąd wiele cennych zabytków ozdabiających dziś katedrę wawelską.

 

Powrót do poprzedniej strony